Wypisanie artykułów
„Uciekamy od nadętej, ćwierć-intelektualnej muzyki. Liryka współczesna jest pretensjonalna, a teksty ludowe zawierają podstawowe prawdy. Powstają z potrzeby serca i ducha przez co nie są komercyjne”.
Muzycy mówią, że poszukiwanie korzeni w muzyce jest bardzo ważne.
Dlaczego?
Bo u źródeł zawsze leży prawda.
W ostatni czwartek (19.11) w ramach festiwalu JaZzGdyni w klubie Pokład wystąpił Sławek Jaskułke.
Odbyła się kolejna edycja festiwalu Tribute to Seattle. Tym razem w wersji „bez prądu” wystąpiły trzy zespoły. Niezawodny Clockwise, gdyński Snails oraz trójmiejski Theocrisis znany wcześniej jako Beggar’s Hill.
Dotarła do nas nowa partia świetnych zdjęć z Pokładu
Józef Skrzek i Antymos Apostolis 12 listopada na Pokładzie po raz kolejny potwierdzili, że każdy wiek jest dobry dla r'nr.
Połączenie prawie półwiecznego doświadczenia słowiańskiego gitarzysty z afrykańskim temperamentem niezależnej wokalistki zaowocowało wyjątkowym koncertem.
Gdyński Pokład jest stałym punktem w kalendarzu koncertowym TSA. Zawsze jest komplet, zawsze jest dobrze.
W sobotni wieczór salę gdyńskiego Charliego do ostatniego miejsca
siedzącego wypełnili miłośnicy standardów jazzowych.
Do Gdyni przybyli z interpretacjami niemenowskich
utworów: Artur Dutkiewicz - pianino, Andrzej Święs -
kontrabas, Łukasz Żyta - perkusja .
"Dajcie mi tego pieprzonego (fucking) polskiego skrzypka, ma brzmienie!" tak miał powiedzieć słynny Miles Davis przed nagraniem płyty „Tutu”. W Gdyni gościliśmy polskiego jazzmana, który zrobił największą z żyjących polskich wykonawców synkopy karierę światową.
Skusiłem się na relację z koncertu bardzo tajemniczej odmiany muzyki hinduskiej, którą gwarantował zespół Layatharanga - 6. muzyków występujących na jedynym koncercie w naszym regionie. JaZzGdynia, odbywający się w cyklach półrocznych, jest wzbogacony o koncerty wykonawców łączących jazz z folklorem. Sekstet z Indii mimo tego, że średnia wieku artystów nie przekracza mojego wieku (niech będzie średniego), zdołał przebić się nie tylko w Indiach do tzw. mainstreamu World Music. Wiele podróżują. Wykonywali swoją muzykę na całym świecie od USA aż po kraje Zatoki Perskiej.
George Duke, legenda sceny jazzowej i funky (już sama cena biletów sugerowała,ze mamy do czynienia z gwiazdą) potwierdził klasę profesjonalizmem w każdym, zagranym dźwięku.
Rock and roll szwedzkiego pianisty na gdyńskim Pokładzie i cygańskie brzmienia w wykonaniu słowacko-mołdawskim.
Pamiętam z jaką ekscytacją czekałem na przesyłkę. W epoce otwieranych paczek i konfiskowanych co ładniejszych kartek pocztowych, prawdopodobieństwo uzyskania tak cennej paczuszki w całości, było zbliżone procentowo do zawartości ziarna kakaowego w panujących wtedy niepodzielnie w cukiernictwie wyrobach czekoladopodobnych. Kiedy więc dostaliśmy awizo, informujące o czekającej na odbiór paczce, słupek temperatury osiągnął wysokości zarezerwowane dla największych wzruszeń typu: pierwsza randka, trójka w Totolotka czy zwycięstwo Arki nad Lechią .
W niedzielę 24 czerwca wybraliśmy się do gdyńskiego klubu Pokład. Wstyd się przyznać, ale ja osobiście w Pokładzie byłem pierwszy raz. Pierwszy raz też miałem przyjemność posłuchania Roba Tognoniego. Ale po koncercie wiem na pewno: była to moja pierwsza, ale zdecydowanie nie ostatnia wizyta w tym klubie!
Smakosze wytrawnych potraw muzycznych musieli być ponownie bardzo zadowoleni: na „Pokładzie” zagrała supergrupa KRZAK. Wyraz supergrupa jest już prawie tak samo zdeprecjonowany, jak inna ofiara językowych egzekucji, czyli wyraz „kultowe”. Wszystko mamy kultowe już, a co jeszcze nie jest, to na pewno będzie, łącznie z Tomkiem Kam(m)elem i „Modą na sukces”. Jednak miano supergrupy do KRZAKA pasuje jak do mało kogo w Polsce. Po wysłuchaniu koncertu nie raziły już określenia zapowiadające muzyków jako gigantów jazzu, bluesa i rocka. To po prostu był kapitalny występ i ciąg epitetów pochwalnych jest jak najbardziej uzasadniony.
Wybierając się wczoraj na koncert Terry Mana do gdyńskiego „Pokładu” nie przypuszczałem nawet, że oprócz muzyki usłyszę tyle ciekawych spostrzeżeń dotyczących polskiej sceny politycznej. To nie był zwykły koncert, ale prawdziwe show przerywane anegdotami i opowieściami. Wszystkiego dowiecie się z naszej relacji...
W niedzielę 23 września 2007 r. ponownie zawitaliśmy w Pokładzie. Gdynię odwiedziły legendy brytyjskiej sceny muzycznej: Chris Farlowe i Dave „Clem” Clempson. Wystąpili w towarzystwie Hamburg Blues Band, zapewniając trójmiejskim miłośnikom bluesa blisko dwugodzinną ucztę muzyczną. Oczywiście my tam byliśmy i przedstawiamy naszą relację...
Tutaj artysta dał się poznać jako pełen humoru i dystansu człowiek. Nazwał siebie - King Bona, wielki fan polskiego żurku. Rzeczywiście mówił jakby miał obsesje na punkcie tej zupy. Przedkładał ją nawet nad bigos, który, jak twierdzi, jest dla niego za tłusty. A żurek mógłby jeść, jeść i jeść. Żartobliwie nazywał tak nawet jeden ze swoich utworów.
Na scenie Iverson wyglądał jak laureat Konkursu Chopinowskiego. Nienaganne maniery i perfekcja ruchów. Anderson to wyjęty z pierwszego lepszego teatru dramatycznego aktor, biorący udział w próbie, na którą, na pierwszy rzut oka, przyszedł nieprzygotowany. Poczochrane włosy i obcisła bluza dresowa zapięta pod szyję. Natomiast King... to niespokojny duch. Przez cały koncert sprawiał wrażenie, jakby przesadził z tequilą. Pełne ekspresji ruchy, pozornie niekontrolowane. Momentami grał jak drwal z Alaski, czyli surowo i głośno.
Już dwa tygodnie przed koncertem kupienie biletu było niemożliwe. Na Pokład przybyły tłumy. Nic dziwnego - w czwartek gościł tam legendarny polski zespół Dżem.
Prawdziwą gwiazdą niezwykłego przeglądu jazzowego, który zafundował nam Pokład, jest bez wątpienia Brad Mehldau. Taka gratka pojawia się rzadko, więc... obecność obowiązkowa!
Brad Mehldau Trio w Gdyni to spełnienie marzeń wielu tych fanów muzyki, którzy śledzą świeże dokonania tych najaktywniejszych na jazzowym firmamencie. To spotkanie z muzyką elegancką, ale nie sztywną, skomplikowaną, ale przystępną. Z jazzem przez duże J.
Yells at Eels, fachowcy od improwizacji, gęstego, żywego jazzowego brzmienia to czterech muzyków:
Dennis Gonzalez – trąbka, jego synowie:
Aaron Gonzalez – kontrabas i
Stefan Gonzalez – perkusja oraz
saksofonista Rodrigo Amado.
Indialucia to projekt łączący dwie, odległe na pozór kultury muzyczne, czyli, jak łatwo rozszyfrować samą nazwę, Indie i Andaluzję, ojczyznę flamenco. Te dwa miejsca to początkowa oraz końcowa stacja wielkiej wędrówki Cyganów, którzy przechowując i rozwijając pamięć o dźwiękach praojczyzny, stworzyli wiele nowych stylów, w tym tą najbardziej znaną hiszpańską odmianę muzyki gitarowej.
Podobnych wykonawców jest kilku ale Dhafer Youssef jest absolutnie wyjątkowy. Podczas koncertu członków grupy otaczała niepowtarzalna aura. Charyzmatyczny wokal pełny mistycyzmu i nastrojowe granie na lutni to zaledwie jeden z elementów całości przedstawienia.